Chrześcijanie
Chrześcijaństwo na Tajwanie to historia niezwykłej adaptacji – od pionierskich misji medycznych w XIX wieku, przez japońskie restrykcje, aż po polityczny sojusz z rządem Kuomintangu, wiara ta musiała nieustannie negocjować swoje miejsce w społeczeństwie przesiąkniętym taoizmem i konfucjanizmem. Z czasem zakorzeniła się wśród ludów aborygeńskich.
Przed przybyciem Japończyków chrześcijaństwo na północy wyspy było kojarzone głównie z postacią kanadyjskiego misjonarza George’a Lesliego Mackaya. Misjonarz zrozumiał, że aby dotrzeć do serc Tajwańczyków, musi najpierw ulżyć ich cierpieniu. Ponieważ higiena jamy ustnej wówczas nie istniała, Mackay stał się sławny jako misjonarz-dentysta. Oblicza się, że w ciągu swojego życia wyrwał ponad 21 tysięcy zębów.
Przesądem tamtych czasów była wiara, że misjonarze używają wyrwanych zębów i oczu do produkcji zachodnich lekarstw. Aby to zdementować, Mackay przeprowadzał ekstrakcje publicznie, często na placach przed świątyniami taoistycznymi. Te bolesne rytuały stały się paradoksalnie fundamentem zaufania – ludzie wierzyli, że skoro misjonarz potrafi pokonać ból zęba, jego Bóg musi być potężniejszy od lokalnych bóstw.
W czasach Mackaya chrześcijaństwo było postrzegane jako „religia barbarzyńców”, więc konwertyci często byli wyrzucani z rodzinnych klanów. Największym problemem nie była sama wiara w Jezusa, ale odmowa składania ofiar przodkom. Dziś Mackay jest czczony na Tajwanie niemal jak bóstwo świeckie. W Tamsui znajduje się jego pomnik, a uniwersytety i szpitale noszą jego imię.
W okresie japońskim (1895–1945), a szczególnie w latach trzydziestych i czterdziestych, chrześcijanie znaleźli się pod ogromną presją polityki Kōminka – czynienia z Tajwańczyków poddanymi cesarza. Japończycy wymagali, aby każdy obywatel oddawał pokłon w chramach szintoistycznych. Dla chrześcijan był to „test ognia” – wybór między lojalnością wobec państwa a pierwszym przykazaniem Dekalogu.
Poważnym przesądem, który Japończycy próbowali wykorzystać, było utożsamianie chrześcijaństwa z „zachodnim szpiegostwem”. Kościoły były inwigilowane, a kazania musiały być wygłaszane w języku japońskim. Nadzwyczajną praktyką tamtego czasu było ukrywanie Biblii w dialekcie tajwańskim (zapisanym alfabetem łacińskim). Japończycy nienawidzili tego zapisu, bo dawał Tajwańczykom narzędzie komunikacji, którego sami nie rozumieli.
Po roku 1949, gdy rząd Republiki Chińskiej uciekł na Tajwan, chrześcijaństwo stało się niemal religią państwową. Prezydent Czang Kaj-szek i jego żona Soong Meiling byli żarliwymi metodystami. Chrześcijaństwo było promowane w latach pięćdziesiątych jako moralna przeciwwaga dla ateistycznego komunizmu Mao Zedonga.
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wśród elit wojskowych i urzędniczych Tajwanu zapanowała moda na chrześcijaństwo. Było ono postrzegane jako religia nowoczesna, zachodnia i „bezpieczna” politycznie. Nadzwyczajnym zjawiskiem były tzw. „kościoły mączne” (mianfen jiaohui). Kościoły rozdawały pomoc humanitarną z USA (mąkę, olej, mleko w proszku), co przyciągało rzesze biednych ludzi. Wielu Tajwańczyków „nawracało się” tylko na czas trwania dostaw żywności.
Poważnym przesądem z tamtego okresu był lęk, że jeśli nie zostaniesz chrześcijaninem, rząd może uznać cię za sympatyka lewicy. Z kolei wśród Tajwańczyków trzymających się taoizmu i buddyzmu krążyły plotki, że chrześcijanie podczas komunii piją prawdziwą krew, co wywoływało lęk u dzieci. To wtedy powstał ostry podział na „chrześcijaństwo kontynentalne” (elity KMT) i „chrześcijaństwo tajwańskie” (prezbiterianie), który do dziś rzutuje na scenę polityczną wyspy.
Zabawną normą tamtych lat było to, że w wielu wiejskich kościołach Jezus był przedstawiany na obrazach jako postać o azjatyckich rysach – aby nie konfrontować konserwatywnej starszyzny klanowej.
Chrześcijaństwo odniosło największy sukces wśród rdzennych ludów Tajwanu (aborygenów). Przed 1945 rokiem ich religie oparte były na animizmie i kulcie przodków. W latach pięćdziesiątych nastąpił jednak proces, który antropologowie nazywają „Cudem na Górze”. Całe wioski w górach potrafiły przejść na chrześcijaństwo w ciągu kilku miesięcy. Aborygeni wierzyli, że chrześcijański Bóg jest „Najwyższym Wodzem”, który chroni ich przed uciskiem Chińczyków z dolin. Niezrozumiałym dla nizinnych Chińczyków obyczajem było włączanie tradycyjnych pieśni i tańców plemiennych do liturgii chrześcijańskiej. Chrześcijaństwo pomogło ocalić wiele języków aborygeńskich, ponieważ misjonarze przekłądali na nie Biblię.
Kościół Prezbiteriański na Tajwanie (PCT) odegrał kluczową rolę w procesie demokratyzacji – prezbiterianie byli jedyną zorganizowaną siłą, która odważyła się rzucić wyzwanie dyktaturze KMT. W 1977 roku wydali słynną Deklarację o Prawach Człowieka, domagając się, aby Tajwan stał się „niezależnym i suwerennym krajem”. W tamtym czasie chrześcijaństwo prezbiteriańskie było na Tajwanie synonimem oporu, dlatego wierni ryzykowali więzienie. Nietypowym obyczajem prezbiterian było używanie dialektu tajwańskiego jako języka liturgicznego, co było zakazane w szkołach i urzędach – modlitwa po tajwańsku była aktem politycznym. Wielu pastorów trafiło za kratki za pomaganie dysydentom. Dla rządu KMT, który promował mandaryński, prezbiterianie byli „niebezpiecznymi politycznymi heretykami”.
Współczesne chrześcijaństwo na Tajwanie musi mierzyć się z wszechobecnymi przesądami taoistycznymi. Po roku 2000 powstało zjawisko, które można nazwać „chrześcijańskim fengshui”. Wielu tajwańskich chrześcijan wciąż obawia się przeprowadzek w „Miesiącu Duchów” lub unika liczby 4, mimo że ich wiara tego zabrania.
Aby przyciągnąć wiernych, kościoły zaczęły oferować „chrześcijańskie wróżby” – zamiast rzucania blokami jiaobei, wierni losują wersety z Biblii, które mają odpowiedzieć na ich pytania o biznes czy zdrowie. To bardzo zabawny, wręcz nadzwyczajny przykład adaptacji: forma pozostaje tradycyjna, oswojona… ale treść zostaje zastąpiona chrześcijańską.
Poważnym problemem dla tajwańskich chrześcijan pozostaje kwestia ołtarzy przodków. Wiele kościołów po 2000 roku pozwala na stawianie w domach „pamiątkowych tabliczek” bez elementów religijnych, aby nie zrywać więzi z rodziną. Jednak niektóre radykalne grupy protestanckie czasem próbują jeszcze nakazywać niszczenie ołtarzy, co bywa przyczyną „wojen domowych” w tajwańskich rodzinach.
W ostatnich dwóch dekadach na Tajwanie nastąpił boom na megakościoły, wzorowane na tych z Korei Południowej i USA. Kościoły takie jak Bread of Life Christian Church (靈糧堂) przyciągają tysiące młodych i wykształconych. Te kościoły – wedle publicystów – promują „ewangelię sukcesu”, czyli wiarę, że Bóg chce, aby wyznawca był bogaty, zdrowy i pracował w firmie klasy TSMC. Elementem obrzędowości w tych kościołach jest element ekstatyczny, który trafia do Tajwańczyków, przyzwyczajonych do hałaśliwych procesji świątynnych.
Wizyta w sanktuarium maryjnym w Wanjin
Bazylika Niepokalanego Poczęcia w Wanjinie (萬金聖母聖殿), położona w prefekturze Pingtung, to najstarszy kościół na Tajwanie i miejsce o niezwykłej historii, w której katolicyzm splata się z lokalnymi konfliktami etnicznymi i cesarską dyplomacją.
W XIX wieku katoliccy misjonarze i lokalni wierni w Wanjinie byli nieustannie atakowani przez sąsiednie wioski – to efekt konfliktów między grupami etnicznymi Hakka i Hoklo. W 1874 roku Shen Baozhen (沈葆楨), wysłannik cesarski dynastii Qing, odwiedził Wanjin i był pod wrażeniem spokoju oraz lojalności tamtejszych chrześcijan. Na jego prośbę cesarz Tongzhi wydał specjalny edykt, a dwie kamienne tablice z wyrytym napisem 奉旨 („Z rozkazu cesarskiego”) oraz 天主堂 („Kościół Katolicki”) zostały wmurowane nad głównym wejściem. W tamtym czasie oznaczało to, że kościół znajduje się pod bezpośrednią ochroną cesarza, a każdy żołnierz czy urzędnik mijający świątynię musiał zejść z konia w gestii szacunku.
W 1984 roku papież Jan Paweł II nadał kościołowi tytuł Bazyliki Mniejszej (jest to pierwsza bazylika na Tajwanie), co w chińskojęzycznych źródłach podkreśla się jako „najwyższy honor dla katolików na wyspie”.
Obecny budynek, ukończony w 1870 roku, nie jest tylko świątynią, ale był projektowany jako forteca, wzorowana na misjach hiszpańskich w Ameryce Południowej. Ściany kościoła mają ponad metr grubości i zostały zbudowane z unikatowej, lokalnej mieszanki zwanej „trójskładnikowym spoiwem” (świeże wapno, piasek, brązowy cukier, miód, zmielone skorupy małży oraz ryż kleisty).
Taka konstrukcja sprawiła, że budynek jest niezwykle wytrzymały. Podczas licznych lokalnych wojen chrześcijanie z całego regionu chronili się wewnątrz murów kościoła, które były w stanie wytrzymać ostrzał i próby podpaleń.
Najciekawszym zjawiskiem kulturowym w Wanjinie jest coroczna procesja ku czci Najświętszej Marii Panny (w grudniu). Jest ona niezwykłym przykładem inkulturacji: figura Matki Bożej jest niesiona na potężnej, drewnianej lektyce, która waży ponad 300 kilogramów, a konstrukcją przypomina lektyki używane dla tajwańskich bóstw, takich jak Mazu.
Procesji towarzyszą tradycyjne tajwańskie elementy, takie jak petardy, a czasem nawet lokalne grupy lwich tancerzy. Jest to jedyne miejsce na Tajwanie, gdzie katolickie święto stało się de facto „świętem ludowym” dla całej okolicy, w tym dla osób niebędących chrześcijanami, którzy traktują Maryję jako „Świętą Matkę z Wanjinu”.

Najbardziej niezwykłą cechą tego przepięknego miejsca są szopki bożonarodzeniowe, które przygotowują okoliczni mieszkańcy oraz odwiedzający sanktuarium katolicy z całego Tajwanu.
Kilkoma uwagami o katolikach na Tajwanie podzielił się ze mną aktualny biskup Kaohsiungu Peter Liu Cheng-chung (劉振忠). Dla katolików na południu najważniejszą świątynią jest Bazylika Katedralna Matki Bożej Różańcowej. Obecny budynek z 1928 roku chroniony jest starszą od niego tablicą z napisem „Z rozkazu cesarskiego” (奉旨), podobną do tej w Wanjinie, która chroniła chrześcijan przed prześladowaniami.
Werbiści na Tajwanie (autor: Piotr Budkiewicz SVD)
Jeżeli przyjechałeś do Tajpej i interesuje cię zakup aparatu fotograficznego, to życzliwi Tajwańczycy doradzą ci, abyś udał się na ulicę Boai. Gdy pierwszy raz tam poszedłem, zobaczyłem długi rząd kolorowych szyldów reklamujących rożne firmy produkujące sprzęt fotograficzny. W mojej głowie pojawiła się wątpliwość: czy te sklepy nie wydzierają sobie na wzajem klientów, oferując prawie identyczny asortyment? Są też miejsca w Tajpej, gdzie chodzisz godzinami między dziesiątkami podobnych stoisk, szukając kawałka materiału na ubrania, zegarka itp. Po pewnym czasie zrozumiałem jednak, że taki „system” ma jednak sens – mimo wszytko każdy z tych małych sklepików ma coś szczególnego do zaoferowania, coś, czego brak u sąsiada. Poza tym gdy poznasz lepiej właściciela sklepu, a nawet się z nim zaprzyjaźnisz, będziesz zawsze wracał do tego swojego ulubionego sprzedawcy.
Podobnie jest ze zgromadzeniami zakonnymi w Kościele Katolickim. Nie chodzi tylko o różnice w kolorze habitu. Każdy z tych zakonów rożni się sposobem bycia świadkiem Chrystusa w świecie, podejmowanymi zadaniami w pracy ewangelizacyjnej i socjalnej. Niektóre zgromadzenia, np. kameduli i trapiści (zakony kontemplacyjne), różnią się zdecydowanie w swoim codziennym posługiwaniu od werbistów.
Oficjalna nazwa to Zgromadzenie Słowa Bożego, po łacinie Societas Verbi Divini, stąd też skrót SVD. Tak więc od tego drugiego łacińskiego wyrazu zaczęto nas w Polsce nazywać werbistami. A jaki jest cel istnienia naszej wspólnoty zakonnej? Najkrótsza odpowiedź: misje zagraniczne. Werbiści to największe zgromadzenie misyjne na świecie. Większe od nas liczbowo zakony też posyłają misjonarzy do innych krajów, ale dla werbistów jest to priorytet. Do Zgromadzenia Słowa Bożego należny obecnie około 6 tysięcy kapłanów i braci zakonnych, pracujących w blisko 80 krajach świata. Werbiści zostali założeni w 1875 roku przez św. Arnolda Janssena, niemieckiego kapłana diecezjalnego. Z powodu szalejącego wówczas w Niemczech kulturkampfu założyciel Zgromadzenia Słowa Bożego wybrał jednak Holandię na miejsce budowy pierwszego seminarium misyjnego. Odtąd miejscowość Steyl stała się głównym miejscem kształcenia niemieckich duchownych pragnących szerzyć Ewangelię za granica. Już po kilku latach od założenia zgromadzenia pierwsi werbiści udali się na misje do Chin, a następnie do Togo, Papui Nowej Gwinei i Argentyny. Obecnie najwięcej kapłanów i braci pochodzi z Indonezji, Indii i Filipin. Jako dwie najważniejsze cechy werbistów wymieniłbym gotowość do bycia posłanym tam, gdzie większość ludzi jeszcze nie zna Jezusa Chrystusa i międzynarodowość (celowo podtrzymywaną) naszych wspólnot zakonno-misyjnych.
Na Tajwanie jestem już, a może „dopiero”, 25 lat. Chciałbym kontynuować tutaj pracę misyjną, posługując w szczególny sposób aborygenom. Obym zawsze był wierny słowom św. Pawła, które wybrałem jako motto na moim obrazku-pamiątce święceń kapłańskich: „Nikt z nas nie żyje dla siebie” (Rz 14:7).
■